Rozmowa z księdzem Dariuszem Buciorem, Proboszczem Parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Podhorcach o duchowych przygotowaniach do Świąt Wielkanocnych przeprowadzona przez Grzegorza Gałana.
Bardzo dziękuję za zaproszenie do wywiadu i za możliwość wypowiedzenia się na ważne pytania, nie tylko w kontekście Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, ale myślę także naszego sensownego, codziennego życia.
Czym dla księdza osobiście jest Wielkanoc i dlaczego jest najważniejszym świętem w Kościele?
Osobiście dla mnie, jak dla całego Kościoła Wielkanoc to najważniejsze święta naszej wiary. Jak napisał św. Paweł do mieszkańców Koryntu: ,,A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał,… próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15, 14-15). Te święta to fundament naszej wiary, sens naszej modlitwy, wartość przyjmowanych sakramentów. Są one też z tego względu tak bogate w liturgię, zwyczaje i tradycje; od dekoracji Grobu Pańskiego i Ciemnicy, przez nabożeństwa Gorzkich Żali, Drogi krzyżowej, święcenie pokarmów wielkanocnych, aż po radosny Poranek Zmartwychwstania i procesję rezurekcyjną. One także pokazują, że zwycięstwo Chrystusa – Dobra, Prawdy, Piękna już się dokonało. To co widzimy, jak narasta w dzisiejszym świecie siła zła, coraz bardziej w przestrzeni medialnej eksponowanie symboli satanistycznych (np. na koncertach muzycznych popularnych, młodzieżowych wykonawców, czy na ostatniej Eurowizji) to są to tzw. ,,pomruki zł”, niebezpieczne, ale zła, które już zostało na krzyżu pokonane. Chrystus nie został na krzyżu, ale zmartwychwstał. To dla mnie też jest ważne, że kiedy pojawiają się trudności, problemy, to w tym jest głębszy sens. Jak mówi powiedzenie ,,po burzy zawsze nastaje słońce”. A On, Zmartwychwstały żyje i jest obecny.
Jakie znaczenie ma duchowe przygotowanie do Świąt Wielkanocnych w życiu chrześcijanina?
Bardzo ważne. Myślę, że jak ze wszystkim w życiu, z tym co piękne i wartościowe. Ono zawsze kosztuje, wysiłku, trudu, pracy. Czasami spotykam się z opiniami niektórych, że święta nic w nich nie zmieniają, że nie ma tej radości. Ale od pytania do pytania, okazuje się, że to duchowe przygotowanie podczas Wielkiego Postu to była wegetacja, bez głębszego przeżycia, uczciwego spojrzenia w swoje serce, bez wysiłku. Jeśli naprawdę chcę ,,czegoś” głębszego w życiu, jeśli chcę sensu i wartości to muszę podjąć trud przemiany samego siebie. Jest to czasami trudne, nieraz bolesne, ale nie da się inaczej. Chrystus zanim zmartwychwstał przeszedł drogę krzyżową. Ja też muszę czasami taką drogę przejść, bo łatwiej nam usprawiedliwiać siebie, niż zmieniać siebie. Ale wystarczą nawet małe kroki, drobne wyrzeczenia, a po dniu, po dwóch, po tygodniu systematycznej walki z sobą już stajemy się inni, lepsi.
Jak dobrze przeżyć Wielki Post, aby nie był tylko tradycją, ale realną przemianą serca?
To bardzo ważne pytanie. I myślę, że zawsze to pytanie musimy sobie stawiać na początku Wielkiego Postu. Jak mam go przeżyć, by coś zmienił w moim sercu? Kiedyś grupie młodzieży dałem takie zadanie, by przez jeden dzień odcięli się od mediów, telefonu, komputera, telewizji. Oczywiście w domu jest rodzina i nie da się w ciszy, ale na jeden dzień zrobić sobie detoks od Tik Toka, You Tuba, Instagrama itp. Około 80 % z tej grupy nie dało rady. Wszyscy deklarowali, że są wolni, że bez problemu mogą to zrobić. A okazało się, że nie oni posiadają rzeczy, możliwości, tylko są posiadani przez nie. Najbardziej uderzał ich moment, kiedy zaczynali być sami ze sobą. Bez zagłuszania obrazami, muzyką, szybkim scrolowaniem rolek czy filmików. Aby czas Wielkiego Postu nie był tradycją, muszę zdobyć się na odwagę, by pobyć sam ze sobą. Muszę stanąć w prawdzie nie przed innymi, ale co czasami najtrudniejsze przed sobą samym. Nie każdy tego chce. Jeśli zaproszę do tego Boga i się odważę, wtedy dopiero zobaczę co znaczy być wewnętrznie wolnym i czym jest radość świąt. Uderzył mnie kiedyś cytat przypisywany Robinowi Williamsowi, który powiedział: ,,myślałem, że najgorsze w życiu to być samotnym. Tak nie jest. Najgorsze w życiu to być z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się samotny.” By tego uniknąć, muszę raz na jakiś czas przemienić swoje serce.
Jak zachęcić osoby, które oddaliły się od Kościoła, do powrotu w tym szczególnym czasie?
Św. Jan Paweł II powiedział, że człowiek zawsze będzie nieszczęśliwy, w sercu będzie czuł pustkę, dopóki nie otworzy się na Chrystusa. Nie na wyobrażenie o Kościele, nie na obraz z doniesień medialnych, ale na Chrystusa. Jeśli ktoś chce czegoś więcej w życiu, jeśli czuje w sercu pustkę, obciążenie, jeśli czasami przytłacza mnie zwykła codzienność, to warto otworzyć się na Chrystusa. Tak dla samego siebie spróbować, na zasadzie czy to działa? Podobają mi się słowa Henry Newmana, który powiedział, że Kościół nosi dwa brzemiona: grzeszność i świętość. Tam, gdzie jest człowiek, zawsze będzie grzeszność, słabość, ale nie przekreśla to wartości świętości w Kościele, w którym jest Bóg. Kiedyś śp. ks Pawlukiewicz mówił, jak jedna osoba wykrzyczała do niego: ,,ja nie wierzę w księży”, po czym on odpowiedział: ,, i bardzo dobrze, bo wierzymy w Boga”. Ksiądz jest tylko narzędziem, czasami lepszym, czasami niestety gorszym, ale tylko narzędziem. Jednak Bóg, który jest i działa, On jest ponad tym. Kościół daje mi Boga i to jest najważniejsze, a On, tylko On jest wstanie zapełnić pustkę w moim sercu.
Jak w codziennym zabieganiu znaleźć czas na refleksję i modlitwę?
Modlitwa to rozmowa z Bogiem i przebywanie z Nim. Nie zawsze mamy czas i skupienie. Czasami wystarczy krótki akt strzelisty; Jezu ufam Tobie; Boże mniej dla mnie litość; Boże, bądź przy mnie. Nawet nasza praca, nasze obowiązki stają się modlitwą, jeśli je wykonujemy z pewną intencją. Kiedyś byłem na rekolekcjach zamkniętych w zakonie bernardynów. I był tam zakonnik, który kiedy wszyscy się gromadzili na modlitwę w kaplicy, on szedł i pracował w ogrodzie, kiedy później po południu wszyscy ponownie szli do kaplicy na modlitwę, on sprzątał po wszystkich, kiedy wieczorem znowu gromadziliśmy się na modlitwę, on coś znowu po wszystkich ogarniał i przygotowywał. Następnego dnia spytałem go; Ojcze kiedy się modlisz? Czy w ogóle się modlisz? On z uśmiechem odpowiedział: a jak myślisz? Co ja robię przez cały dzień? Nasza praca nawet może być modlitwą, jeśli nie mamy czasu, gdy do niej zaprosimy Boga.
Czy współczesny świat utrudnia przeżywanie świąt w sposób duchowy?
Zdecydowanie. Najbardziej to komercjalizacja. Już na miarę memów, legendy osiąga sytuacja, kiedy w listopadzie pojawiają dekoracje świąteczne i słyszymy kolędy, a w okresie Wielkiego Postu w sklepach mamy zalew zajączków, króliczków, kurczaczków itp. Niestety ona także czasami wkracza do Kościoła. Zbiórki, ofiary, wsparcia, kiermasze. Oczywiście, taka zewnętrzna strona jest też ważna, ale problem pojawia się wtedy, kiedy staje się najważniejsza, kiedy nie dotyka naszego serca. Dla niektórych nie ma nic poza tym co dekoracyjne. Pamiętam, jak chodziłem po kolędzie i przed jednym domem stał starszy pan i powiedział, że nie wierzy i nie przyjmuje księdza po kolędzie. Patrzę…dom ozdobiony światełkami, w ogrodzie przystrojona choinka, nawet św. Mikołaj oświetlony jak wchodzi po drabinie do okna. Spytałem: skoro pan nie wierzy, to po co to wszystko? Odpowiedział: jak to po co? By ładnie było. To jest problem, że wielu ludzi zatrzymuje się na tym tylko, by ładnie było.
Jakie jedno przesłanie chciałby ksiądz przekazać wiernym na tegoroczne Święta Wielkanocne?
Często wracam do słów św. Jana Pawła II, który na początku swojego pontyfikatu powiedział: ,,Nie lękajcie się”. Słyszymy, że wojna na Bliskim Wschodzie eskaluje, ciągle trwa wojna za naszą granicą. Chrystus zmartwychwstał, zwycięstwo już się dokonało. Muszę tylko otworzyć na nie swoje serce, stanąć w prawdzie o sobie i …nie lękać się. Skoro Bóg umiera za mnie na krzyżu, to znaczy, że mnie kocha, że jestem ważny w Jego oczach, choć czasami mi życie wypada z rąk, choć nie zawsze patrzę na siebie w wartościowy sposób. On mnie kocha, On za mnie umarł, On żyje dalej.

















Leave a Reply